Stoi samotnie po środku pola. Bardzo urokliwy o tej porze roku. Zwiedziliśmy i ruszaliśmy dalej. Ciągle sypało śniegiem.
Ta ambona odegra w końcu bardzo ważną dla mnie rolę, ale o tym w innej etykiecie ; ) Posiedzieliśmy, zjedliśmy drugie śniadanie, Kondi częstował ciepłą herbatą-beztroski czas, cisza-cudowne!
Pod koniec-kładka. Rozpadająca się, ale zawsze zmusza, żeby zrobić jej zdjęcie.
Trasa prawie dopracowana.
Dzięki brat za wypad do lasu ; )
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz